fbpx

Ostatnie dwa dni, a w zasadzie kilkanaście ostatnich godzin to szaleństwo publikacji postarzanych zdjęć. Na pewno je już widziałaś na Facebooku, czy Instagramie. A może nawet wrzuciłaś do mediów społecznościowych tak przerobione swoje własne zdjęcia. Kto by nie chciał wiedzieć, jak będzie wyglądał za 30, czy 50 lat? Czy już użyłaś FaceApp do postarzania twarzy?

Ale czy ta wiedza warta jest tego, co – być może – „przehandlowałaś” za nią? Aplikacja FaceApp, wykorzystująca algorytmy bazujące na sztucznej inteligencji, osiągnęła gigantyczny zasięg. Forbes już wczoraj wieczorem donosił, że aplikacja FaceApp może mieć już dostęp do zdjęć i nazwisk ponad 150 mln osób. Bez dwóch zdań, FaceApp stała się prawdziwym viralem.

No dobra, ale czym te wszystkie osoby, które skorzystały z FaceApp, zapłaciły za możliwość edycji zdjęć, umożliwiającą zmianę mimiki twarzy, jej odmłodzenia lub postarzenia, a nawet przymiarki okularów, czy dorobienia sobie brody? Cena jest całkiem wygórowana – bo są to dane osobowe oraz zdjęcia, a tym samym i wizerunek, który się na nich znajduje. A czyj wizerunek jest na Twoich zdjęciach profilowych na Facebooku? No właśnie – Twój. A niestety licencja, jaką od użytkownika w chwili instalacji uzyskuje FaceApp, jest przeeeee-szeroka. Ale po kolei.

Kto stoi za FaceApp?

W tzw. Terms of use (czyli warunkach umowy) możemy znaleźć dane rosyjskiej firmy o nazwie Wireless Lab z siedzibą w Sankt Petersburgu. Stawiam wagon lodów waniliowych, że ponad 99% użytkowników aplikacji nie przeczytało warunków umowy, którą zawarło z Wireless Lab w chwili instalacji aplikacji na swoim telefonie.

Zainstalowałaś FaceApp, ale nie przypominasz sobie, że zawierałaś umowę? Niestety, ale ją zawarłaś. Stało się to poprzez akceptację warunków umowy w chwili instalacji appki. Jeśli wtedy nie  przeczytałaś warunków korzystania z aplikacji, to możesz to nadrobić tutaj: https://faceapp.com/terms .

Wireless Lab już wcześniej wypuszczało podobne aplikacje – a to takie, które zmieniały koloryt skóry, a to te umożliwiające zmianę rysów twarzy w taki sposób, by ich właściciel wyglądał jak osoba innej płci. Jednak dopiero teraz appka, z pomocą której można postarzeć rysy twarzy, osiągnęła taki zasięg, o jakim pewnie nawet jej twórcy nie myśleli.

Ale o co to całe zamieszanie?

Owe Terms of use to niezwykle ciekawa lektura – i niestety podnosząca trochę poziom adrenaliny. A tym bardziej ten poziom się podniesie, im bardziej świadomi współczesnych zagrożeń związanych z naszymi danymi jesteśmy. Zerknijmy do punktu 5, a tam, w drugim akapicie czytamy:

Udzielasz FaceApp wieczystą, nieodwołalną, niewyłączną, bezpłatną, ogólnoświatową, w pełni opłaconą, z prawem do udzielania sub-licencji, licencję na: używanie, reprodukowanie, modyfikowanie, adoptowanie (tworzenie opracowań), publikowanie, tłumaczenie, tworzenie utworów zależnych, dystrybuowanie, publiczne wykonywanie i odtwarzanie twoich Treści użytkownika oraz tytułu, nazwy użytkownika lub podobizny występujących wraz z Treścią użytkownika we wszystkich formatach medialnych oraz kanałach obecnie znanych lub później rozwijanych, bez wynagrodzenia dla Ciebie. W chwili, gdy umieszczasz post lub w inny sposób udostępniasz swoje Treści użytkownika w naszych usługach lub za ich pośrednictwem, potwierdzasz, że rozumiesz, że twoje Treści użytkownika i wszystkie powiązane z nimi informacje (takie jak twoja nazwa użytkownika, lokalizacja oraz zdjęcie profilowe) będą widoczne dla publiczności.

Trzeci akapit jest nie mniej ciekawy:

Udzielasz FaceApp zgodę na korzystanie z twoich Treści użytkownika, niezależnie czy zawiera ona nazwisko, podobiznę, głos, postać osoby fizycznej umożliwiające identyfikację tożsamości konkretnej osoby. Korzystając z usługi [czyli aplikacji – przyp. autora] wyrażasz zgodę na to, że twoja Treść użytkownika może być użyta w celach komercyjnych.

A z dalszej treści można wywnioskować, że Twoje Treści użytkownika (np. zdjęcie oraz imię i nazwisko) mogą zostać użyte, na przykład, do materiałów reklamowych używanych do promocji aplikacji lub innych usług właściciela aplikacji. I oby tylko do tego. Bo tak szeroko zakrojona licencja – w zasadzie – ograniczona jest jedynie wyobraźnią właściciela aplikacji, a ta raczej do skromnych nie należy, tym bardziej, że to cały zespół startupu.

Dziś skupię się tylko na ww. licencji na wykorzystanie treści użytkownika aplikacji, ale w owych Terms of use znajduje się jeszcze co najmniej kilka tematów na alarmujące artykuły na blogu czy posty w mediach społecznościowych. A niektóre z nich to: ochrona danych osobowych, czy właściwość sądu w razie sporu dotyczącego umowy.  Wireless Lab zastrzega, że wszelkie spory wynikające z warunków umowy (Terms of use) będą rozpatrywane w drodze arbitrażu z zachowaniem poufności, w Kalifornii. Oznacza to, że użytkownicy aplikacji zgadzają się na obowiązkową klauzulę arbitrażową.

A co o tym wszystkim myślą eksperci

Głosy ekspertów od sztucznej inteligencji, chmur oraz cyberbezpieczeństwa brzmią całkiem poważnie. Robert Siciliano, amerykański ekspert ds. Bezpieczeństwa, podkreśla, że za FaceApp stoi rosyjska firma i zwraca uwagę na możliwe praktyki agencji rządowych. –  Było wiele obaw dotyczących firm z Rosji, które były zmuszane przez rosyjski rząd do umożliwienia dostępu do danych i serwerów tych firm, tylnymi drzwiami.

I dodaje jeszcze – Każda aplikacja zbierająca punkty danych, która może prowadzić do rozpoznawania twarzy, powinna budzić niepokój, szczególnie, gdy jest wykorzystywana przez agencje rządowe, firmy zagraniczne lub zagraniczny wywiad.

Rob La Gesse, były vice-prezes ds. strategii społecznej w firmie Rackspace, jednej z większych amerykańskich firm świadczących usługi w chmurze, a dziś autor jednego z bestsellerów na Amazonie pt. „Replace Yourself”, zwraca uwagę na poszczególne zapisy w warunkach umowy FaceApp:

Aby umożliwić FaceApp działanie, musisz dać zgodę na dostęp do twoich zdjęć – do wszystkich. A także ma dostęp do funkcji Siri i Search. Aha, i ma też dostęp do odświeżania w tle – więc nawet jeśli nie używasz aplikacji, to ona używa Ciebie. I tu informacja dla osób, które nie używają produktów Apple i mogą nie wiedzieć: Siri to inteligentny, rozmawiający, asystent osobisty, będący częścią systemów operacyjnych Apple. Taka Alexa, tyle że w tablecie lub  telefonie.

Natomiast redaktor bułgarskiego portalu PhoneArena’s, Peter Kostadinov, ostrzega przez zbyt lekkomyślnym korzystaniem z FaceApp: Możesz skończyć na billbordzie, gdzieś w Moskwie, ale najprawdopodobniej twoja twarz skończy, trenując sztuczną inteligencję w postaci algorytmu umożliwiającego rozpoznawanie twarzy.

FaceApp odpiera zarzuty i twierdzi, że szanuje prywatność użytkowników

FaceApp próbuje się bronić przed zarzutami naruszania prywatności. Zwraca uwagę, że – co prawda treści użytkowników są w chmurze – ale to chmura rodem z USA, czyli AWS (Amazon) i Google Cloud. FaceApp broni się też stwierdzeniem, że większość zdjęć jest usuwana z serwerów w ciągu 48 godzin. No właśnie – ale większość, to nie wszystkie. Yaroslaw Goncharov, CEO FaceApp w oświadczeniu przesłanym do prasy twierdzi, że mimo, że firma ma siedzibę w Rosji a także zespół developerów tam się znajduje, to dane użytkowników nie są tam przekazywane, bo znajdują się na serwerach w USA.  Szef FaceApp uspokaja także, że aplikacja nie jest wykorzystywana do rozwijania algorytmów umożliwiających rozpoznawanie twarzy.

No i co o tym wszystkim myśleć?

I to jest pytanie za wiele punktów. Nie tak łatwo wyrobić sobie zdanie, gdy trwa emocjonująca dyskusja, a cyfrowy świat jest coraz bardziej skomplikowany. To nie pierwsza i nie ostatnia aplikacja, która wywołała takie zamieszanie. A sprawa FaceApp, już teraz widać, że jest wielowątkowa i wielowymiarowa. To już nie tylko kwestia licencji do naszych zdjęć, prywatności, ale jak widać także dyskusja o sztucznej inteligencji, która – co tu dużo gadać – ma służyć rządom do jeszcze większej kontroli ich obywateli. Podkreślmy kontroli i ochrony. A wszystko zależy, jak na to spojrzymy.

Niezależnie od sztucznej inteligencji i emocji z tym związanych, warto jednak trochę bliżej przyjrzeć się, co i komu udostępniamy, a także, na jakich warunkach. Terms of use nie należą do ciekawych lektur, jednak dobrze jest do nich zajrzeć, zanim klikniemy „akceptuję”. Nasze dane, prywatność i własny wizerunek, nawet jeśli postarzony, jest jednym z cenniejszych dóbr osobistych, jakimi dysponujemy. I truizmem będzie, jednak w tym momencie niezbędnym, gdy wspomnę, że warto o to dbać i odpowiednio chronić.

Udostępnij, proszę, treść tego artykułu – jeśli uznasz, że może komuś pomóc lub ostrzec.